A miało być tak cudownie! Cieszyłem się jak dziecko, kiedy dowiedziałem się, że jedziemy do Ameryki Południowej. Moja siostra, Aśka, wszystko załatwiła. Marzyłem o tym od dziecka. Podróżowanie było miłością mojego życia. Azja, Afryka, Australia- tyle wspaniałych miejsc. W pierwszych wyprawach towarzyszył mi ojciec. Ale jego już nie było, zmarł przed dwoma laty na zawał. Moją życiową ambicją była wyprawa, której szlak miała wyznaczać Amazonka.
Krzyczałem ze szczęścia, kiedy Aśka powiedziała:
- Udało się! Za miesiąc jedziemy.
Był tylko jeden minus. Musieliśmy zabrać jeszcze jedną osobę. W normalnych warunkach pojechałaby moja żona, ale ta akurat była w czwartym miesiącu ciąży i podróż raczej nie była jej wskazana.
- Obiecaj mi- powiedziała kiedy się pakowałem- że kiedy dziecko się urodzi zabierzesz mnie tam.
- Oczywiście.
Ucałowałem ją namiętnie i miałem wielką nadzieję, że podróż z byłym facetem Aśki nie będzie taka zła.
Aśka i Paweł, pomimo rozstania mieli zupełnie dobre relacje, ale nie ukrywam, że nie cierpiałem tego gościa. Zawsze budził moją niechęć.
Lot samolotem minął zupełnie spokojnie. Paweł przespał niemal całą drogę. Ja natomiast gapiłem się w okrągłe okienko i podziwiałem widoki, a w między czasie rozmawiałem z Wenezuelką, która zajmowała miejsce obok mnie. Kobieta była bardzo miła i powiedziała mi o znajomym tłumaczu, który mógłby przydać nam się w dżungli, a nie brał wysokich cen. Porozumienie się z Indianami brałem za główny wyznacznik przetrwania. Co jak co, ale znali Amazonię znacznie lepiej od nas.
W końcu wylądowaliśmy.
Pierwsze dni w dżungli razem z Juanem, naszym przewodnikiem i zarazem tłumaczem były fantastyczne. Przedzielanie się przez zarośla, łowienie ryb w Amazonce, spanie pod gołym niebem... bajka. Znacie taki cytat, że "nic nie może przecież wiecznie trwać"? No właśnie.
Po czterech dniach od przybycia zacząłem sobie uświadamiać, że Paweł najwyraźniej dalej czuje coś do Aśki. Na wzmianki o facecie, z którym ostatnio się spotykała reagował alergicznie. Prawdziwe problemy zaczęły się jednak, kiedy najwyraźniej chciał jej zaimponować.
Najważniejszym elementem stroju w dżungli są buty. Nie tylko chroniły stopy od zranień, ale też mogły ustrzec przed wężami i mrówkami. Kiedy zobaczyłem jak ściąga swoje kalosze myślałem, że mam przywidzenia.
- Co ty wyrabiasz?- warknąłem.
- Gorąco mi, zresztą... to żałosne. Tu nie ma nic niebezpiecznego. Chcę poczuć Amazonię, taką jaka jest. Aśka, zawsze mówiłaś, że przesadne bezpieczeństwo jest dla bogatych kretynów.
- Ale to czysta głupota.
Przewodnik rzucił kilka słów po hiszpańsku. Zrozumiałem że nazwał go "kompletnym debilem". Zasłużenie,
Nie minęła nawet minuta, od czasu kiedy Paweł pozbył się kaloszy, a wyraz jego twarzy zmienił się. Najpierw był zaskoczony, potem wykrzywił go grymas bólu.
Zaklął siarczyście.
Następne pół godziny było synonimem paranoi. Wraz z przewodnikiem, który mówił coś o jadowitych mrówkach nieśliśmy go przez dżungle. Baliśmy się podać mu czegokolwiek, zwłaszcza kiedy Juan powiedział, że może mu to bardziej zaszkodzić. W końcu znaleźliśmy się w wiosce Indian. Juan powiedział coś w miejscowym języku, a dwóch niewysokich mężczyzn ujęło Pawła pod ręce i położyło go przed szałasem.
Wyszła z niego najdziwniejsza kobieta jaką widziałem. Niemal całe jej ciało pokrywał misterny tatuaż. Jako jedyna kobieta w wiosce miała długie włosy, w które wplątała kolorowe ptasie pióra. Jej nos był w kilku miejscach przekłuty. Mogła mieć równie dobrze trzydzieści, jak i sześćdziesiąt lat. Jej twarz wyrażała tak silny spokój i harmonię , że zmarszczki praktycznie nie występowały. Mężczyźni, którzy przenosili Pawła, ukłonili się jej.
Powiedziała do nich kilka słów, a potem zwróciła się do Juana.
- Mówi, że możemy zostać tu do jutra, kiedy przybędzie pomoc.
Pokiwałem głową.
Pawła wniesiono do szałasu.
Po mniej więcej godzinie szamanka wyszła z szałasu, przysiadła się do nas i zaczęła mówić.
- Powiedziała, że pocierpi, ale będzie żył. I że dobrze, że nic mu nie podawaliśmy, bo trzeba było by odciąć nogę, gdyby źle działało. I mówi, że wie, że on nie jest naszym przyjacielem.
Pokiwałem głową.
- Podziękuj jej za pomoc,
Szamanka zwróciła się do mnie.
- Mówi, że twoja żona urodzi zdrową córkę. Będzie bardzo mądra. A za dwa lata będziecie mieć bliźniaki, chłopca i dziewczynkę.
Zamurowało mnie.
Nikt, poza Aśką, nie wiedział o ciąży mojej żony. Wziąłem to jednak za przypadek i miejscowe wróżby.
- Ona twierdzi również, że jeżeli ranny się nie zmieni, to zginie.
No, cóż, zachowanie Pawła było tak wkurzające, że wcale nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś nie wytrzymał i go zamordował.
Kiedy zapadł zmrok z szałasu wypadł Paweł. Kuśtykał, ale klął ile sił w płucach.
- Ta pieprzona szarlatanka prawie mnie zabiła! Jesteście nienormalni, zamiast dać mi lekarstwo...
- Gdyby dać ci lekarstwo straciłbyś nogę- przerwałem.
- Nie kłam! Ty i ta wariatka chcecie mnie upokorzyć, ale wiecie co... pieprzcie się oboje!
Na środku wioski stał totem. Paweł kopnął w niego zdrową nogą. W wiosce zapanowało poruszenie
Patrząc na to co robił Paweł, poczułem nagłą chęć by go udusić. I widać nie tylko ja.
Czterech mężczyzn z włóczniami powaliło go na ziemię .
Szamanka podbiegła do nich i krzyknęła kilka słów. Juan zaczął coś tłumaczyć, ale jeden z mężczyzn uciszył go gestem.
Przewodnik zwrócił się do mnie:
- Nie jest dobrze. Znieważył symbol bogów i mogą go za to zabić.
Nagle, jak na komendę mężczyźni odsunęli się od Pawła. Szamanka dotknęła jego głowy i powiedziała słowo, którego nie zrozumiałem.
- Co ona...
- Powiedziała "przeklęty".
Juan wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany.
- Mamy problem. Wielki problem. Jeżeli ona go przeklęła, a chyba to zrobiła, to on już jest martwy. Teraz musimy ratować siebie, Nie zbliżajmy się do niego.
Pomyślałem o konieczności wspólnego lotu samolotem. O nie, nie wsiądę z nim do jednej maszyny. Nie budziło we mnie wątpliwości, że szamanka istotnie mogła przekląć.
Kobieta podeszła do Aśki. Podbiegłem z Juanem do siostry.
- Mówi, że nie ma się czym martwić- tłumaczył przewodnik- że jest zdrowa.
Aśka jęknęła.
- Boże, ona wie wszystko. Ostatnio robiłam badania... zresztą nieważne. Cały czas o tym myślałam, ale nikt nie wiedział.
Wstyd przyznać, ale nie pomyślałem w tym czasie, na jaką potencjalną chorobę mogła cierpieć moja siostra. Moją uwagę skupiła szamanka. Znowu coś mówiła.
- Dobrzy są bezpieczni- wyszeptał Juan i odetchnął głęboko- czyli przekleństwo twojego kolegi nas nie dotyczy.
Nie powiem, również poczułem ulgę.
Następnego ranka obudził nas dźwięk lecącego helikoptera. W końcu mogliśmy się stąd wydostać!
- Szamanka powiedziała, że wszyscy prócz martwego są tu mile widziani- powiedział Juan.
Martwego... to nie wróżyło dla Pawła najlepiej.
- Oni tak się zabezpieczają- ciągnął przewodnik- by dusza nie szukała zemsty. Nie przyjdzie bez ich zaproszenia,
Powrót do Polski ciągnął się w nieskończoność. Wszyscy traktowaliśmy Pawła jak tykającą bombę i chyba wręcz oczekiwaliśmy jego śmierci. Chociaż on sam głośno wyśmiał klątwę szamanki, nam wcale nie było do śmiechu. Pomimo, że początkowo byłem sceptyczny, teraz wierzyłem w jej możliwości.
Gdy po czterech godzinach lotu Paweł poszedł do toalety, ruszyłem za nim. Był znacznie bledszy niż wcześniej.
- Co jest?
- Chyba będę rzygać, to wszystko.
Zamknął się w łazience, a ja wróciłem na miejsce.
- Jasna cholera!- usłyszałem za sobą.
Pół koszulki Pawła było we krwi. Na pokładzie samolotu zapanowała panika.
Stewardessy próbowały uspokoić pasażerów, ale nie było to łatwe.
- Boże, rzygam krwią!!!!- wrzeszczał Paweł.
Dopiero po półgodzinie, kiedy Pawła odizolowano zapanował względny spokój.
To była najgorsza podróż mojego życia. Wiedziałem doskonale, że Paweł umrze, ale mimo to nie mogłem normalnie z tym żyć. Nawet śmierć osoby, której się nienawidzi nie sprawia radości.
Kiedy w końcu przekroczyłem próg domu, poczułem się jak w niebie.
- Kochanie, opowiadaj jak było!- moja żona objęła mnie.
- Wybacz.. ale muszę złamać dane słowo. Nigdy cię tam nie zabiorę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz