*prologiem jest "Szybka robota"*
Siedziałam na brzegu szpitalnego łóżka i czekałam aż leki zaczną działać. Bezsenność dosięgła mnie dzień po pogrzebie męża. Paradoksalnie, lekarze wzięli to za dobry objaw. Wcześniej przesypiałam każdą wolną chwilę, a że miałam ich mnóstwo, praktycznie spałam na okrągło. Dzięki lekom nic mi się nie śniło i jak twierdził psycholog "śmierć męża jeszcze do mnie nie dotarła".
Wszystkie obrazy były tak wyraźne. Rozprysk krwi na moich ubraniach. Przerażający dźwięk z jakim ciało wypadło z samochodu.
A później? Nicość. Ocknęłam się dokładnie trzy dni temu, na pogrzebie. Wszystko stopniowo sobie uświadomiłam. Nawet najsilniejsze leki jakimi dysponowano nie były w stanie mi pomóc. Tylko otumaniały. Poniekąd, cały zjazd po ich zażyciu był gorszy niż rzeczywistość. Jakbym błądziła we mgle...
- Pani Leno, ktoś chce z panią rozmawiać- do pokoju weszła najbardziej irytująca z pielęgniarek- ale powiedziałam że zaraz pani zaśnie i żeby przyszedł później.
- Kto?
- Komendant Walewski.
- Porozmawiam z nim teraz.
- Ale mówiłam, że...
Minęłam ją niecierpliwie i otworzyłam drzwi do pokoju. Chociaż leżałam na oddziale psychiatrycznym, wbrew powszechnej opinii w drzwiach (przynajmniej niektórych) były klamki.
- Panie komendancie, proszę wejść.
Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, były przełożony mojego męża, pocałował mnie w rękę na powitanie, jak to miał w zwyczaju.
- Mam nadzieję, że pani nie przeszkadzam.
- Nie... szczerze mówiąc dawno z nikim nie rozmawiałam. No, pomijając mojego psychologa- wywróciłam oczami na samo wspomnienie.
- Nie wiem, czy powinienem o tym wszystkim mówić, ale uważam, że tak będzie lepiej. Może podejdziemy do kawiarenki na parter. Podejrzewam, że kawa jest tam obrzydliwa, ale przynajmniej warunki są nieco przyjaźniejsze niż tutaj- rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Dobrze.
Byłam zadowolona, że nadal nie chciało mi się spać. Pewnie lekarze stwierdzili, że końskie dawki leków jakie mi serwowano były przesadą.
Przynajmniej w tym momencie brak snu był zaletą.
Kawiarenka szpitalna miała kawę jeszcze gorszą, niż Walewski sobie wyobrażał. Widząc jak skrzywił się po pierwszym łyku pospiesznie odstawiłam swoją filiżankę.
- O co chodzi?- zapytałam.
- Zdaję sobie sprawę, że pani sytuacja jest wyjątkowo paskudna. Ale zbieramy obecnie informacje, które mogą ułatwić nam złapanie sekty. Ostatnio mówiłem, że są w okolicach Rzeszowa. Zabili tam dwóch ludzi, co jak na nich jest wyjątkowo małą liczbą. Ustaliliśmy również, że są poszukiwani za granicą, ale idzie to bardzo opornie. To mistrzowie kamuflażu.... jak lwy. Niemal niewidoczne, ale gdy wychodzą, to w wielkim stylu, by później znowu stać się częścią otoczenia. Wie pani jak się nazwali? Dzieci Czerwonego Słońca. Ta nazwa ma pewne powiązania z mitologią.
- Nie rozumiem dlaczego pan mi o tym mówi.
Komisarz westchnął.
- Kiedy pani stąd wyjdzie, prawdopodobnie będzie pani na ich liście.
- Co?!
Jęknęłam.
- Oni lubią powoływać do swoich szeregów rodziny ofiar. Dzięki temu, bardzo trudno później znaleźć świadków.
Wstałam.
- Panie komendancie, nie jestem idiotką. Może i jestem na lekach, ale nie zwariowałam i nie dam się w nic wciągnąć.
- Chciałem tylko panią ostrzec. Proszę mówić mi o wszystkim, co się będzie działo, a ja zrobię wszystko żeby pani pomóc. Na dniach pani stąd wyjdzie. Ma pani jakieś plany?
- Mam mieszkanie po babci. Tam się przeprowadzę. To blisko osiemdziesiąt kilometrów stąd w Oszenówce. Wiem, że w lokalnym radio szukają dziennikarki.
- Dobry wybór. Nie będę zawracał pani dłużej głowy, ale proszę o telefon w każdej niepokojącej sytuacji. Bardzo ceniłem pani męża i uważam to za swój obowiązek.
Po pożegnaniu wróciłam do pokoju. Leki w końcu zaczęły działać. Zakryłam głowę poduszką i zasnęłam. Niestety, pięć godzin później było już po wszystkim.
Rozważałam, czy nie poprosić pielęgniarki o więcej leków, ale w tym czasie wszedł lekarz.
- Mam dobrą wiadomość- powiedział- jeżeli pani stan się nie pogorszy i psycholog nie będzie mieć zastrzeżeń za tydzień wróci pani do domu. A jak dziś się pani czuje?
Opowiedziałam mu o tym, że mam nadal problemy z zasypianiem a leki nasenne zaczęły działać po dość długim okresie czasu. Wysłuchał mnie z uwagą i zlecił jakąś kroplówkę. Kiedy mnie do niej podpięto, wszedł psycholog.
- I jak się czujemy pani Lenko?- zapytał.
- Wspaniale- powiedziałam z przekąsem, ale chyba nie wyczuł mojej ironii.
-Dobrze, Czy odczuwa pani jakieś obawy związane z możliwością wyjścia?
- Wiem, że będę tęsknić za mężem, ale muszę się z tym pogodzić. Rozumiem, że on nie chciałby żebym to przeżywała. Ale jest ciężko- dodałam.
Tylko ostatnie ze zdań było szczere.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a kiedy wyszedł, najwyraźniej usatysfakcjonowany moimi odpowiedziami zamknęłam oczy i modliłam się o sen.
Po półgodzinie uświadomiłam sobie, że nie ma to sensu. Poszłam do łazienki by zapalić papierosa. Nie paliłam od liceum, ale stan moich płuc specjalnie mnie nie obchodził. Fajki uspokoiły mnie bardziej niż tabletki.
Uchyliłam okno i odkręciłam kran z gorącą wodą. Po dodaniu mydła był to najlepszy sposób na pozbycie się zapachu papierosów, jeżeli nie miało się odświeżacza powietrza.
Noc minęła mi zaskakująco spokojnie. Nie spałam najlepiej, ale i nie myślałam o rzeczach na które nie miałam wpływu. Wracałam do żywych.
Następnego dnia nie działo się nic wartego uwagi. No, może pomijając, że znienawidzona pielęgniarka narzekała, że zjadłam za mało rosołu i o mało co nie przyłapała mnie na paleniu w łazience. Na szczęście, uwierzyła, że zapalić musiał ktoś przede mną, a ja właśnie poszłam się kąpać.
Dopiero nazajutrz zaczęło dziać się coś ważnego.
Lekarz wszedł do pokoju bardzo zadowolony z siebie. Jakbym była doskonałym przykładem jego umiejętności medycznych. Psycholog, który dołączył do niego po chwili miał podobną minę.
- Dochodzi pani do siebie znacznie szybciej niż się spodziewaliśmy. Nie będę ukrywał, że wiele osób czeka na łóżko tutaj... może pani wyjść, za moją zgodą, już pojutrze.
Rozkręca się, rozkręca ^^ Coś czuję, że to będzie naprawdę świetne opowiadanie! Wiem, że to wciąż powtarzam, ale Twój styl pisania jest niesamowity! Potrafisz wszystko tak przedstawić, że... brak mi słów.
OdpowiedzUsuńPowodzenia i pisz dalej, bo czekam!
53 yrs old Associate Professor Bar Shadfourth, hailing from Rimouski enjoys watching movies like "Legend of Hell House, The" and Scouting. Took a trip to Timbuktu and drives a Grand Prix. o jego
OdpowiedzUsuńprawnik rzeszów - Jesteśmy prawnik-rzeszow.biz, kancelarią prawną z siedzibą w Rzeszowie. Jesteśmy małą kancelarią, dopiero zaczynamy swoją działalność, dlatego potrzebujemy dotrzeć do większej liczby osób. Oferujemy usługi prawnicze i musimy rozpowszechnić naszą nazwę, więc jeśli masz czas, aby napisać o nas, będziemy wdzięczni. Chciałabym podziękować za poświęcony czas, ponieważ wiem, że jesteście bardzo zajęci i naprawdę to doceniamy. Jeśli masz jakieś pytania, proszę nie krępuj się pytać.
OdpowiedzUsuń